Ego pragnie podziwu. Chce być perfekcyjne, bo boi się być gorsze, słabsze, odrzucone. Ego pragnie podziwu, bo karmi się ekscytacją. Jednak ta pogoń ma swoją cenę, o której Anthony de Mello w "Przebudzeniu" mówił bardzo dosadnie:
"Za każdym razem, gdy przeżywasz ekscytację, przygotowujesz grunt pod depresję.
Ekscytacja to narkotyk. Kiedy działanie narkotyku mija, pojawia się depresja".
Dlatego właśnie wybieram «cud zwyczajności» – on nie potrzebuje dopingu, nie daje kaca, jest stały i cichy
Codziennie staram się wygaszać moje ego – z różnym skutkiem, raz jest lepiej, a raz gorzej. Gdy w mediach społecznościowych czytam o tak wielu sukcesach i osiągnięciach w minionym 2025 roku, robi to na mnie wrażenie i budzi podziw. Ale to jest TYLKO wrażenie. I znów Anthony de Mello w swoim"Przebudzeniu" ostrzegał przed takimi chwilowymi poruszeniami, pisząc:
"Ludzie myślą, że jeśli znajdą odpowiednią ilość wrażeń, to będą szczęśliwi. Ale wrażenia to nie szczęście. Wrażenia to tylko łaskotanie nerwów. A po każdym łaskotaniu następuje odrętwienie".
To odrętwienie czujemy często po odłożeniu telefonu, gdy blask cudzych sukcesów gaśnie, a my zostajemy z poczuciem niedosytu.
Wrażenia te budzą we mnie tęsknotę za tym samym, a potem... więcej i więcej. Zapominam wtedy o jednym: że na końcu tej drogi zawsze czeka frustracja. To nie jest realne. To nie jest moja rzeczywistość, lecz życie kogoś innego. Czy byłabym szczęśliwa, żyjąc cudzym scenariuszem? Nie.
Realna jest moja codzienność – z jej prostotą, spacerami, ale i marudzeniem czy trudniejszymi chwilami. To w nich, a nie w blasku ekranu, odnajduję siebie.
Dziś największą radość budzi we mnie bycie sobą – zwyczajną żoną, zwyczajną mamą, zwyczajną kobietą. Jak to się stało? Przestałam gonić za sukcesami, wrażeniami i chwilowymi przyjemnościami. Dostrzegłam piękno ukryte w mojej codzienności i nieocenioną obecność moich bliskich. Zaczęłam medytować, a potem kontemplować. Być w uważności, a nie pod wrażeniem – to jest mój przepis.
Tę radość poczułam najmocniej, gdy zdałam sobie sprawę, że jestem kochana – po prostu kochana ZA NIC, choć na wszystko inne w świecie muszę zapracować. Zrozumiałam, że Miłość to nie tylko emocja czy chwilowe uczucie, ale postawa wobec drugiego człowieka. Gdy się zatrzymałam, zaczęłam dostrzegać tę Miłość wszędzie wokół mnie.
Móc odkrywać, kim jestem, uczyć się być sobą każdego dnia, by kochać siebie i innych – to prawdziwy cud. Cud codzienności i zwyczajności.
Bo prawdziwa Miłość narodziła się mała, słaba i uboga.